czwartek, 11 czerwca 2015

Po pierwsze …. Parking!



W Gorzowie od lat trwają dyskusje na temat przyczyn gospodarczego ,,umierania” handlu i usług w Śródmieściu. W efekcie były happeningi mające zachęcić do odwiedzania i wydawania pieniędzy mieszkańców a jeszcze lepiej przyjezdnych w tej części miasta. Innym działaniem mającym na celu zmniejszenie gospodarczych pustostanów na ulicach nazwanych niegdyś dumnie  przez Tadeusza Horbacza – traktem królewskim - jest znaczna obniżka czynszu lokali użytkowych. Poczynania te, chociaż idące w dobrym kierunku są równie skuteczne, jak zimowe posypywanie lodu na jezdni piaskiem i solą. Taki zabieg jest przydatny, jednak nie zmienia zasadniczo trudnej sytuacji drogowej. Już wcześniej zwracaliśmy uwagę na podstawową bolączkę centrum Gorzowa jaką są krzywe, dziurawe i brudne chodniki, co odstręcza od spacerów w tej części miasta. Wracając do pięknego i stosowanego na wyrost określenia ,,trakt królewski” ( ulice: Chrobrego, Mieszka I , ale i Łokietka, Jagiellończyka) to spacerowicz musi patrzeć pod nogi i równocześnie uważać na kawałki tynku spadające z góry. W tym rejonie miasta odnowiono elewacje kilku budynków odsłaniając blask gorzowskiej secesji  (pamiętając oczywiście o niemieckich budowniczych). Tak, więc Śródmieściu jest potrzebny totalny remont chodników i odnowienie budynków, których nie remontowano od czasu ustalenia granicy na Odrze. To wtedy do czystej, nastrojowej i klimatycznej części miasta z przyjemnością wrócą mieszkańcy Górczyna czy też turyści. Kolejnym warunkiem na zapełnienie ewentualnych kawiarenek, butików, restauracji i sklepików jest konieczność parkingu w pobliżu deptaków. Przed laty był plan budowy wielopoziomowego parkingu przy Sikorskiego. Zamiast tego postawiono kolejny budynek handlowy, w którym  właściciele sklepów z trudem walczą o byt. W Polsce jest wiele odrestaurowanych dzięki pieniądzom z UE centralnych rejonów miejskich. Zamknijmy oczy i w wyobraźni zobaczmy kolorowe i ciekawe elewacje budynków, ogródki na szerokich i równych chodnikach bez klekoczących tramwajów – same modą być – technika pozwala na budowę i eksploatację cichej wersji tego transportu. Zieleń oczywiście. Jednak w dzisiejszych czasach gdzieś trzeba postawić samochód. W naszym mieści jedyny pewny parking w centrum to ten w Askanie. Tu może się oburzyć pewien piewca dokonań prezydenta    Jędrzejczaka – jak To ? A no tak, że parkowanie przy filharmonii nie jest racjonalne, pomijając organizowane tam imprezy. To kolejny przykład na złe wydawanie miejskich pieniędzy. Na marginesie coś z tym trzeba zrobić. Piwniczka na wina, pieczarkarnia, czy coś co na siebie zarobi. Parking, chodniki, elewacje ( jeżeli nie całkowite remonty) i ciche czyste tramwaje lub bez nich zupełnie to plan na 2 – 3 kadencje radnych i prezydenta. Cała reszta to pudrowanie pryszcza. 
A tak na marginesie, mam wrażenie że JOWy Kukiza w Gorzowie zawłaszczają członkowie PIS (wystarczy spojrzeć na nazwiska prezesów komitetów :-(()

czwartek, 21 maja 2015

SYSTEM

Czy system, w którym każdy może zostać władcą jest dobry?. Stan Tymiński - Przyleciał do Polski na wycieczkę w 1990 roku i przy pomocy walizki o mało nie pokonał Lecha Wałęsę w wyborach prezydenckich. Człowiek znikąd! Partia Przyjaciół Piwa, Samoobrona z pospolitym ruszeniem. Palikot ze swoją „kolorową” grupą , Korwin z kabaretową groteską a teraz JOWy z Kukizem i nikim obok oprócz grupy niezadwolonych  ze wszystkiego, którzy jak Kononowicz negują wszystko nie proponując nic w zamian.
 Czysty absurd i zaprzeczenie zdrowego rozsądku, dla tych którzy ich wybierali i wybiorą tego typu „politykow”. "Elektorat Kukiza" jest zdecydowanie bardziej przychylny Andrzejowi Dudzie, a obecny prezydent w walce o te głosy jest na przegranej pozycji – choć ci młodzi nie pamiętają 2 lat rządów PIS, bo gdyby byli świadomi co i kto stoi za wykreowanym Dudą na pewno by nie oddali głosu na taką formację.
Widać obecnie demokracja polega na tym, że wygrywa ten, kto "więcej obieca i rozdmucha do granic możliwości oczekiwania wyborców, którzy w podzięce, wraz ze swoimi rodzinami będą na nich głosowali".Tylko co będzie jak obietnice się nie spełnią, przecież czarodzieje już wymarli nawet w bajkach. Podsumowuje to lakonicznie, lecz wprost: to legalna korupcja.
 Każde wielkie imperium kwitło, gdy "za ryj" trzymał je jeden człowiek. W momencie, gdy do władzy dochodziły dziesiątki osób, z których każda uważała, że ma coś do powiedzenia - upadały. W ten sposób upadł  ZSSR i nawet Rzym, Demokracja i emocje wyborcze są generatorem różnych zachowań – widać to doskonale w Internecie na facebooku, twisterze, forach gdzie ujawnia się wyborcza beznadziejna głupota ludzi omamionych kierowanymi emocjami cynicznych spin doktorów.. Najgorsza z możliwych zaraz toczących obecnie Polskę to polaryzacja narodu, niszczenie autorytetów i hejt w Internecie nawet tych, których kiedyś uważałem za normalnych i zdroworozsądkowych.


piątek, 15 maja 2015

PRZEGRANEGO NIKT NIE CHCE....

Mają szeroką wiedzę w wielu dziedzinach, ale w żadnej z nich nie są wybitnym znawcą. Niestety przegranego nikt nie chce, bo każdy układa się z nową władzą.
Sprawa dotyczy tych, którzy po kilku kadencjach tracą funkcję. Taki wójt (burmistrz, prezydent,starosta) dostaje 3-miesięczną odprawę. I musi sobie radzić. Do tego nie może zatrudnić się w jednostce, wobec której podejmował decyzje administracyjne.
Ale jest przecież druga strona medalu, ta sama od lat. Tysiące ludzi są zwalniane po kilkudziesięciu latach pracy, nie wszyscy dostają odprawy wyższe, niż przewiduje Kodeks pracy. I muszą sobie radzić.

Wielu samorządowców  po przegranych wyborach nie radzi sobie w warunkach względnie wolnego rynku. – Po jednej kadencji to jeszcze wójt (burmistrz, prezydent,starosta)  znajdzie pracę, ale po dwóch czy trzech zaczyna być problem. Istotą  rzeczy jest, że przez wiele lat żyli oderwani od rzeczywistości w swoistym matrixie, gdzie grupa potakiwaczy mówiła im jacy są  nieomylni i wspaniali. Gdzie ukłony i fałszywe uśmiechy dla pełnionej funkcji budowały fałszywy obraz człowieka sukcesu i utwierdzała ich w swojej trwałości władzy. Rzeczywistość okazała się smutna dla prezydenta , burmistrzów, starostów i wielu wójtów , którzy zostali wykluczeni z tego co lubili najbardziej - słuchania i zgadzania się tylko z sobą.

środa, 13 maja 2015

BO TUTAJ JEST JAK JEST...

Media gęsto komentują sukces inicjatywy Pawła Kukiza, który często utożsamiają ze stawianą z uporem i od lat inicjatywą zmiany ordynacji wyborczej i przyjęciem JOW-ów. Specjaliści od prawa konstytucyjnego, politologii oraz socjologii dość zgodnie wskazują, że skutkiem tego będzie trwałe ,,zabetonowanie” sceny politycznej, czyli PiS oraz PO na lata. Powołują się na skutki takiego wyboru w senacie, gdzie istotnie przeważają te partie. My jesteśmy przekonani, że nie o ten aspekt JOW-ów chodzi Kukizowi i wspierającej go grupie dolnośląskich aktywistów. Zdaniem Pana Pawła chodzi o związanie wyłonionego w jednomandatowym okręgu wyborczym posła z tymi, którzy go wybrali. Dalej chodzi o jego rozliczanie przez wyborców ze składanych obietnic i coś na kształt społecznego nadzoru. Piękna idea jednak raczej nie w Polsce i nie z nami - rodakami. Takie myślenie chociaż dobre intencjonalnie to pomyłka Kukiza i stojących za nim lobbystów. Większość Polaków sprowadza swoją aktywność polityczną do  obejrzenia wiadomości w TV, kliknięcia na portalach lub wysłuchania rozmowy dnia w radio. Już z wypełnieniem aktu wyborczego, o referendach  nie wspominając, jest problem, a frekwencja spada z wyborów na wybory. Polski wyborca wie doskonale, że politycy kłamią, że są w stanie obiecać wszystko, są za, a jak trzeba to natychmiast przeciw. Polski wyborca lubi jednak tę grę i w swojej masie nie przywiązuje wagi do politycznych obietnic. Nasi rodacy zaraz po wyborach przestają się interesować poczynaniami wybranych przez siebie i zajmują  się własnym życiem. Rozliczać próbują dziennikarze bo wierszówka, ekonomiści bo zaproszą ich do telewizji no a i publikacja się przyda. Zapytają czasem co jest grane przeciwnicy polityczni bo też lubią być w TV, a polski wyborca ma to zwyczajnie w nosie. W naszej kulturze nie ma nawyków do rozliczanie ludzi z politycznych obietnic, no bo przez lata władzę trzeba było szanować dla samej rangi urzędu. Ludzie wybrani nie klepią nas po ręku, nie częstują kawą, nie uśmiechają się do nas. Oni wymagają podziwu i szacunku, są przecież ,,na urzędzie’’. Tych posłów z JOW-ów Kukiz musiałby kontrolować sam. Raczej nie da rady i wróci do muzyki szybciej niż przypuszcza. Zmienić Polaków to trudna sprawa, trzeba wysłać ich na emigrację i wtopić w inne społeczeństwa o odmiennej kulturze politycznej, można próbować bardziej radykalnie – Piłsudski zrobił zamach majowy i nic z tego nie wyszło, narodu nie zmienił.

piątek, 13 marca 2015

LEWICA WE MGLE.


W naszym kraju trwają liczne próby budowy kolejnych projektów lewicowych. Od kilku lat podejmowane są inicjatywy mające na celu zjednoczenie stronnictw na lewo od centrum. Bez specjalnego sukcesu, na przeszkodzie stoją głównie ( jakie to polskie ) animozje personalne i wybujałe ambicje kilku liderów. Głównym problemem lewicy wydaje się utrata wyraźnego oparcia w ideologii, a co za tym idzie odpowiedź na pytania: kim jesteśmy, do czego dążymy, kogo naprawdę chcemy reprezentować? Na te pytania muszą sobie odpowiedzieć ludzie lewicy w całej Europie. 
Po całkowitej klęsce projektu ,,KOMUNIZM ‘’ powrócono do idei socjalistycznych. Światowy kryzys spowodował, że na rozbudowane programy socjalne zwyczajnie zabrakło pieniędzy. Problemy gospodarcze i związane z nimi masowe bezrobocie i zwyczajna bieda dotknęły szczególni południe Europy. W Grecji na fali protestów do władzy doszła lewacka SYRIZA, która zdesperowanym mieszkańcom tego kraju obiecała budowę państwa socjalistycznego. W zbliżających się wyborach w Hiszpanii może zwyciężyć ruch o podobnym nastawieniu PODEMOS. W jednym i drugim przypadku na czele niezadowolonego społeczeństwa stanęli dawni działacze komunistyczni. Ponieważ nie mieli możliwości zobaczyć jak żyje się w krajach realnego socjalizmu, w których po wojnie i ograbieniu z resztek majątku posiadaczy, każdy miał nic i żył dzięki łaskawości państwa, młodzi i starsi komuniści z  południa Europy ( w tym również z Włoch ) inspiracji szukają w Rosji. Zupełnie zapomnieli, że w kraju tym nie ma już śladu po socjalizmie, o komunizmie zupełnie nie mówiąc. W kraju Putina buduje się dyktaturę o nacjonalistycznym charakterze opartą na złodziejskiej prywatyzacji. Jedyną inspiracją, którą z dzisiejszej Rosji  mogą zaczerpnąć europejscy komuniści i lewacy, to metody trzymania społeczności ,,za pysk”, co może być przydatne, gdy nie sprostają rozdmuchanym oczekiwaniom swoich wyborców. W Polsce lewica to głównie SLD. W partii tej też rosną sympatie prorosyjskie. Magdalena Ogórek, Leszek Miller, a za nimi cała rzesza partyjnych działaczy namawia do dialogu z Rosją. W dyplomacji rozmawiać trzeba zawsze, jednak do dialogu potrzebne są dwie strony.  Jaka może być rozmowa Pani Magdy z człowiekiem reklamującym się w TV jako ,, ja ruski okupant”? Próba takiej rozmowy mogła by się dla niej zakończyć szybko i dramatycznie. Z podróży po Europie i Polsce wracamy do Gorzowa. Komu służy SLD w naszym mieście, ile zostało z programu wyborczego tej partii, co robią radni lewicy, jakie mają projekty, w czym uzyskają pomoc lewicowego prezydenta? I czy młody prezydent Gorzowa będzie potrafił odciąć ogon lewicowych działaczy, którzy mówią, żeON to ich dziecko. Obawiamy się, że na te pytania nie mają odpowiedzi. Błądzą jak dzieci w gęstej mgle. Krótko trwała radość ze spotkania dawnych guru gorzowskiej lewicy Kochanowskiego i Kaczanowskiego z Magdaleną Ogórek. Byłego prezydenta nawet do niej nie dopuszczono, choć próbował wytrwale (pewnie lepiej by wypadł niż obecny). Chwile przyjemne zwykle trwają krótko. 

środa, 25 lutego 2015

Kilka dobrych pomysłów.



Realizując naszą misję na rzecz Miasta szperamy, czytamy, słuchamy i oglądamy  żeby  znaleźć dobre rozwiązania dla Gorzowa i okolic, z których może powstać aglomeracja. Nie wszystko o czym piszemy wymyśliliśmy sami ale bezcenny komentarz ( a co ) jest nasz. Po pierwsze powietrze do życia. Europejscy specjaliści twierdzą, że w 2030 roku Gorzów będzie jednym z tych miast  na naszym kontynencie, w którym powietrze na skutek zanieczyszczeń będzie niebezpieczne dla zdrowia. Na szczęście pracował w naszym mieście wizjoner,  ( może był to zespół, a może rzeczywiście i wyłącznie TJ ) który opracował projekt podłączenia Śródmieścia do sieci ciepłowniczej i w praktyce uniemożliwienie ludności spalania w piecach worków foliowych starych butów i ruskiego węgla. Wdrożenie projektu wspartego pieniędzmi z UE w znacznym stopniu poprawi jakość powietrza w Gorzowie. To ważne zadanie dla prezydenta i rady miasta. Co dalej w tym temacie?
Edukacja – należy zachęcać właścicieli mieszkań i domów, którzy sami je ogrzewają do modernizacji pieców, do nie palenia byle czym, do stosowania bardziej ekologicznych paliw. Trzeba wskazać, gdzie można dostać dofinansowanie takich działań. Czy nie jest to piękne pole do popisu dla ekologów, społeczników i innych Ludzi z Miasta
Jak już jesteśmy przy mieście do zejdźmy do parteru i napiszmy o chodnikach. O ile nasze jezdnie to w 90% dno i dziury, to przylegające do nich chodniki zupełna beznadzieja. W kilku miastach powstała idea powołania urzędnika, który zajął by się sprawami pieszych, w tym jakości chodników. Monitoring ich stanu, opiniowanie projektów w tym materiałów i planowanego sposobu ich wykonania, odbiór powykonawczy – to zadania, którym taki urzędnik powinien podołać. A może drogi Panie Prezydencie  zatrudnij chociaż na pół etatu na początek. 
Rada na rzecz Gorzowa ?  To tylko nasza robocza nazwa. W Zielonej o wielu lat skutecznie funkcjonuje nieformalny zespół parlamentarzystów z tego miasta i okolic, zebrał  ich kiedyś jeden z biskupów, w zespole tym było też kilku znaczących przedsiębiorców i naukowców. Są tam ludzie o różnych poglądach politycznych połączeni ideą pracy dla ZG.  My biskupa w Gorzowie nie mamy, może więc prezydent powinien dyskretnie dążyć do powołania takiego gremium. Nie przeciw komuś ale na rzecz. Dla dobra Miasta, jego mieszkańców. Jeżeli będą  tego widoczne korzyści, to zawsze można pochwalić się elektoratowi. Korzyści po przełamaniu naturalnego braku zaufania będą spore i wymierne dla wszystkich – jakie? Patrz na Południe.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Dobrzy ludzie listy piszą.



Okres po wyborach samorządowych to czas, gdy część gospodarzy gmin lub powiatów, w wyniku porażki, muszą poszukać innej pracy. Jak doniosła ,,GL” niektórzy startowali w konkursach na różne stanowiska w administracji samorządowej. Prawo tego nie wyklucza, o ile nie ma tam powiazań rodzinnych z nową władzą. Zupełnie inaczej myślą na ten temat ,,dobrzy ludzie”. Nie akceptują aplikowania byłych włodarzy do  o stanowiska i  są oburzeni, gdy taka osoba konkurs o pracę wygrywa. Zdaniem naszych ,,dobrych ludzi” były samorządowiec powinien cierpieć biedę i poniewierkę. W takim duchu napisali list do wspomnianej gazety. My przyjmujemy raczej stanowisko przekazane w opisującym tę sytuację tekście, iż wieloletni szef samorządu ma często sporą wiedzę i doświadczenie w poruszaniu się po gąszczu praw i procedur, których wymaga się od urzędników. 

W naszej okolicy najbardziej znanym z ,,dobrych ludzi”, którzy na innych piszą jest pewien mędrzec samouk rezydujący w Gminie Lubiszyn. Doniósł niedawno na Jacka Wójcickiego, że ów zwolnił z pracy znakomitych, wieloletnich dyrektorów z urzędu. Jakim prawem i dlaczego – pyta za byłym  prezydentem Tadeuszem Jędrzejczakiem? Odpowiedź jest oczywista i została już przez Wójcickiego wyartykułowana przed kilkoma tygodniami. Samouk i miłośnik wielu cytatów i odniesień, czegoś nie skumał, lub też nie doczytał. Nie oceniamy ludzi, którzy zostali zwolnieni z urzędu,  tym bardziej, że ponoć dotknęła ich istna plaga chorób. Wiemy   jednak z wypowiedzi nowego prezydenta, że zmienił styl podejmowania decyzji w urzędzie. Wcześniej ściśle i bez zbędnego pośpiechu wykonywano rozkazy z gabinetu prezydenta. Bez pośpiechu, bo wodzu lubił zmieniać zdanie. Prezydent Wójcicki liczy na kreatywną pracę zespołów urzędniczych. Nie jesteśmy tubą propagandową ratusza.   Pamiętamy okres błędów i wypaczeń konkurencyjnego bloga. Nie lubimy jednak, gdy ktoś wyraźnie ściemnia. Nawet najbardziej kompetentny dyrektor, gdy na całe lata pozbawi się go możliwości podejmowania samodzielnych decyzji, nie będzie twórczy i energiczny w działaniu. Opierając się na takich ludziach Stalin przegrywał wojnę z Niemcami. Odwróciło się to, gdy dał swoim generałom trochę swobody. No i coś w stylu lubiszyńskim: pies chowany pod szafą nie będzie dobermanem. A co, też mamy swoje mądrości.

piątek, 13 lutego 2015

Co w Gorzowie ? A no od pewnego czasu ferie.



Od kilku tygodni gorzowscy radni, publicyści, ,,ludzie z miasta” , a nawet ,,Mędrzec z Lubiszyna” przestali mówić i pisać o Gorzowie. Przed kampanią wyborczą mieliśmy istny wulkan pomysłów, teraz tylko ferie czyli plażę. Widomo, że wszelkie zmiany wymagają pieniędzy, których w mieście nie ma. Wiadomo też, że zmiany należy nakreślić, przemyśleć, przedyskutować i wprowadzić teraz lub kiedy będzie to możliwe. Jako ludzie związani od urodzenia z Gorzowem, którym zależy na jego rozwoju, w okresie  przydługich zimowych wakacji proponujemy dyskusję o tzw. Dniach Gorzowa. Niemal każda gmina w Polsce ma swoje święto, które wykorzystuje często do własnej promocji, pokazując to co ma unikalnego, wyjątkowego, co wyróżnia ją na tle innych. Nasi przyjaciele z południa w licznych publikacjach mienią się ,,Winnym Grodem” lub ,,Miastem Bachusa”. Od kiedy pamiętam kultywują przedwojenne tradycje rozwijając ją ostatnio dzięki kasie z UE. Co u nas? ,,Dni Gorzowa” czyli co? Mało spójny program kilku imprez, który promocyjnie nie daje się wykorzystać. Trudno też zebrać  wokół tego Gorzowian i mieszkańców okolicznych miejscowości. Nie możliwe jest propagowanie takiego święta w kraju i w Brandenburgii.  My proponujemy zapomnieć o takim święcie. Miasto zwane dzisiaj Gorzowem zostało założone i rozwijało się od stuleci dzięki rzece. W ostatnim okresie zupełnie się od niego odwróciło. Nie mamy u nas krzaków winogron, mamy za to Wartę
Organizujmy więc ,,Dni Warty” – spójny cykl wielu działań z rzeką przewijającą się w tle. Zawody wędkarskie o ,,Puchar Warty” były kiedyś takie na Kanale Ulgi, współorganizowane przez gorzowskich wędkarzy. Mamy piękną marinę,  no to międzynarodowy zlot jachtów rzecznych. Konkurs kulinarny ( może coś z ryb i produktów lokalnych, czy grzybów). Koncerty szant i coś co już jest – Regee nad Wartą. Zawody pływackie o ,,Puchar Warty”. Pokazy ratownictwa wodnego. Zawody wioślarskie i kajakarskie, piłka wodna. Wystawy w muzeum pokazujące związki miasta z rzeką. Kuna i inne parostatki  itd… i teraz Wasze pomysły. Ruszmy Ludzi z Miasta – może konkurs na zagospodarowanie drugiego brzegu rzeki, może trzeba tam wcześniej posprzątać i wyciąć krzaczory. Możliwości jest wiele. Przywróćmy rzekę miastu. Nadajmy lokalnemu świętu jakiś charakter, sprzedajmy to w kraju i u Niemców. Zaprośmy do realizacji projektu wszystkich, których można. Ludzi sztuki, sportu, gospodarki, nauki i mieszkańców.  Na koniec rzecz ważna ,,Dni Warty” powinny się rozpocząć w połowie czerwca i zakończyć pod koniec września, tak przed winobraniem.   

czwartek, 15 stycznia 2015

Świat się śmieje.



Nowy rok, nowa rzeczywistość, nowe wyzwania i pędzimy do przodu, jakoś wolno jednak. Ciągniemy bowiem za sobą całe wory spraw nie załatwionych w 2014. Z Ratusza dochodzą niepokojące wieści o kilku zmumifikowanych problemach, które wyleciały z urzędniczych biurek, gdy te zostały otwarte po odejściu poprzedniej ekipy. Obecna gasi niewielkie pożary i szuka kasy na dalsze akcje gaśnicze, gdyż budżet na 2015 zakładał, ze jakoś to będzie, a załoga urzędnicza z Ratusza nie wygłupi się i nie sięgnie do szuflady. Za niewielkie pieniądze zrobiono w mieście Sylwestra i  Wielką Orkiestrę. ( czyli można). Próbuje się jakoś ogarnąć pieniądze na sport, gdyż szczęśliwie w tym roku miasto i  miejski żużel nie będzie musiał płacić obcym haraczu. Wyjaśniono ostatecznie przyszłą lokalizację dużego urzędu, zapowiadając równocześnie remont zabytkowego ratusza. Plan szukania oszczędzania na kosztach najmu powierzchni biurowych dla urzędu miasta to też dobry ruch, przy okazji miasto wsparło gorzowską uczelnię( no można, jak się chce). Trwają prace nad wodą i kanalizacją dla okolicznych gmin. Lud wiejski się cieszy, bo ma lepiej i taniej, ludzie z miasta mniej, bo zapłacą więcej za wodę i ścieki, no bo miejska spółka przecież inwestuje. Na pociechę to, że w okolicznych wioskach mieszkają głównie emigranci z Gorzowa, płacimy więc ,,na swoich”. Do śmiechu jest wpis na naszym ulubionym blogu – podobno autor stawia na jakość ???! Dobre, nie będzie już podsłuchiwał, insynuował, opluwał, katował cytatami i mędził. To radosne i śmieszne. Świat się z tego udanego dowcipu blagiera śmieje i radośnie uśmiechają się dziury w gorzowskich jezdniach.

środa, 7 stycznia 2015

KTO DONOSI ?

Informacje napływające z naszego konkurencyjnego bloga z nad warty są złośliwe i maja charakter pomówienia. Ludzie na przykład mszczą się na sąsiadach, którzy są od nich zamożniejsi. Postępują złośliwie z chęci szkodzenia. To nie zależy od ustroju i od postaw obywatelskich. To jest nadużywanie formuły obywatelskiej, podszywanie się pod cnotę obywatelską po to, by zaspokoić swoją namiętność do szkodzenia innym ludziom. Nie ma co wyobrażać sobie, że im bardziej liberalne, obywatelskie, dojrzałe społeczeństwo, im bardziej rośnie jego kultura prawna, to tym więcej donosów.
Mam coraz pewniejsze wrażenia, że informacje, którymi dysponuje nasz blogger pochodzą z Rady Sejmiku Województwa Lubuskiego, Jeszcze kilka tygodni temu nasz blagier walił w konkurencję magistratu i wyciągał wszystkie brudy na poziomie miasta. Teraz gdy  urwał się link do miasta sprawy przeszły do województwa, kTOŚ podaje informacje, które publikuje blaggier, przecież to nie są jego przemyślenia. Jeżeli ktoś się wtrąca w cudze sprawy, to zwykle dlatego, że chce ingerować w cudze życie, a nie dlatego, że chce naprawiać świat. Więc te motywacje zwykle nie są czyste. Bywa też, że nasze motywacje są mieszane, czyli chcemy podjąć interwencję dla dobra wspólnego, a jednocześnie mamy trochę złośliwej satysfakcji, że komuś dokuczymy. Trzeba się z tym pogodzić, że czasem ludzie postępują źle i dobrze w jednym. Pozostaje tylko niesmak, że ta osoba nie robi tego sama a korzysta ze swej zużytej trąby.

Mimo wszystko bym tego nie zrobił. Nie byłbym pewien czystości swoich motywów. Na przykład tego, czy nie działam ze złośliwości albo z takiego zarozumiałego puszenia się, zgrywania się na wielkiego ale odrzuconego obywatela.. 

czwartek, 1 stycznia 2015

Bezinteresowna zawiść i możliwość odstrzału - wg Chmielewskiej

Zawiść, nie zazdrość. To są dwa, zupełnie różne odczucia.
Zazdrość to: "Ależ mu zazdroszczę. Też bym chciałbym tam być."

Zawiść to: "Aż bydle. Został. Żeby mu w gardle stanęła. Przecież ja powinienem być".
Mam nieszczęście widzieć teksty  zawistnika. Nie dość, że zawistnikiem, to do tego kłamcą i magikiem. Czemu magikiem? Bo zawsze tak czaruje, żeby wypaść jako autorytet  i polityczny guru. Dodatkowo zawsze lubi wiedzieć wszystko o wszystkich, a zwłaszcza ile $$ im na konto wpadło.
Żeby nie było wątpliwości. Zawistnik nasz robotę szanuje. Bardzo. Kwity kwitną u niego radia słucha, donosy czyta. Zawsze ma mnóstwo spraw do załatwienia, zwłaszcza przez telefon i zwłaszcza w domu. Żeby było śmieszniej - każdemu do szczęścia wystarcza jeden telefon. Nie. On ma dwa . Chciałby aby na drzwiach - był mgr sztuk magicznych przed nazwiskiem. Ale niestety wykształcenia  brak. Ogólnie mówiąc - menda niezła. Skąd się w ludziach bierze taka zawiść? Skąd?
Bo żyją w przekonaniu, że to właśnie im sie wszystko należy?
Że każda sytuacja, w której ktos ma lepiej niż oni, to specjalna zniewaga w ich wymierzona?
Widzę czasami jak się czegoś dowiedzą (albo jak ich podpuścimy) - jad im po zębach ciecze. Jak to tak może być?
  • że nie on dostał coś
  • że jego już nie jest
  • że dostał nie dość wiele
  • że nie on zostanie poklepany po plecach
  • że on musiał wykasować facebooka
  • że już mu nie donoszą nowych tematów
  • że...
Przykłady można ciągnąć. I cała ta żółć wylewana na innych. Bezinteresownie. Byle by przysrać. Byleby dopiec. Byleby się pokazać (w stylu "tak, ale jak ON był... to ...").
Nie ważne, że nikogo nie interesuje w tym momencie co on mówi.
Bo ON, ON, TYLKO ON! 
Przydało by się dosadne stwierdzenie przy świadkach "Wiesz co? Nie pierdol głupot, bo i tak wszyscy wiedzą jak jest. Pomoże na maksimum 2 tygodnie.
A potem od nowa.
I jad. I kwas. Bo ktoś tam …. Bo ktoś pojechał gdzieś. Bo usłyszał…a ktoś doniósł..

Czasem rzygać się chce. Wtedy pomysł legalnego posiadania broni i prawa bezkarnego odstrzału jednego osobnika rocznie wydaje się idealnym panaceum na bolączki świat.
(Wszystkie podobieństwa do ...... mogą być prawdopodobne lub nie)